czwartek, 30 grudnia 2010

30 grudnia 2010

   Przedostatni dzień roku, a ja spędziłam go w pustym domu na kanapie lub przed kominkiem. Nie chciało mi się jechać z mamą do lekarza, a później do babci. W dalszej części nudnego dnia żałowałam tej decyzji.
   Humor mi się nie poprawił. Nadal płaczę z byle powodu i denerwują mnie błahostki.. Dziś szczególnie zirtował mnie tata, który jadąc po mamę miał zabrać mnie, ale oczywiście tego nie zrobił, pewnie nawet o tym nie pomyślał, no bo po co.. A po przyjeździe miał pretensje, że "nie mam brać laptopa, bo na pewno siedziałam w Internecie cały dzień". Brednie. To mu oczywiście wypersfadowałam. Nie wiem, o czym jeszcze pisać. Ostatni dzień roku może być nieco ciekawszy niż kilka poprzednich, ale czy na pewno ?



29 grudnia 2010

   Z dnia na dzień jest coraz gorzej. Dół się "pogłębia". Za każdym razem, gdy coś nie wyjdzie albo ktoś mnie zdenerwuje, od razu mam łzy w oczach lub płaczę. Nie ogarniam siebie sama. Może mam jakąś deprechę ? Nie mogę dać sobie rady z własnymi emocjami.. i nie wiem dlaczego.
   Sebuś.. Wyciągnęłąm zbyt pochopne i błędne wnioski. Pogodziliśmy się. Teraz na pewno nie będę oceniać wszystkiego związanego z nim po pozorach. Mam nadzieję, że się ułoży.
   Ehh .. nie chcę już cierpieć. Mam wszystkiego dosyć. Łatwiej byłoby umrzeć, poddać się, ale nie mogę. Nie dam satysfakcji tym, którzy tego właśnie by chcieli. Teraz na pewno wiele się zmieni, już nie będę taka ufna, zbyt wiele przez to straciłam nerwów. Chcę jedynie zapomnieć i wrócić do normalności.. o ile jeszcze się da ...

Przepraszam za poprawki, musiałam.


wtorek, 28 grudnia 2010

28 grudnia 2010

   Dzisiejszy dzień.. porażka. Nie mam teraz humoru. Wcześniej był, a teraz pach.. i smutno. Nie wiem dlaczego.. Czuję się samotna i nikomu niepotrzebna.. Why ? Nie mam pojęcia. Wydaje mi się, że znajomi mnie unikają. Jest mi trudno, bo nie wiem o co chodzi.. Wolałabym żeby powiedzieli mi wszystko prosto z mostu. Nie wiem o czym pisać.
   Rano miałam starcie z mamą. Stwierdziła, że w niczym jej nie pomagam, że mi ciężkozrobić dla niej coś, co w zasadzie nie wymaga wysiłku. To nieprawda. Staram się jak mogę. Z wszystkim tak mam.. Jedną rzecz zrobię źle, to obrywa mi się, że 'nie robię nic'.
   Z Kubą pokłóciłam się znowu, o ile można to nazwać kłótnią, bo przez to gadamy, jak obcy ludzie. Nie chcę tak. Przecież to mój przyjaciel. Wszystko zwala na siebie, ale wina leży po obu stronach. Chciałabym go przeprosić, tak od serca... Wiem, że pewnie będzie to czytał także .. Kuba przepraszam Cię, chcę żebyśmy nadal byli przyjaciółmi, jak kiedyś. Męczy mnie ta cała sytuacja i wiem, że Ciebie też..
   Dziś już kończę, bo nie mam pomysłów na to, o czym pisać. Mam nadzieję, że jutrzejszy dzień będzie lepszy...



poniedziałek, 27 grudnia 2010

27 grudnia 2010

   Ostatnie dni tego roku upływają mi raczej nieciekawie. Jedynie wieczorami coś się dzieje. Szkoda, że nie zawsze jest to miłe.. zbyt dużo kłótni i zawodów. Nie moich, ale to ja wiele osób zawodzę. Nie robię tego specjalnie, ale tak wychodzi. Na przykład taki Kuba - mój przyjaciel. Znamy się dość długo i praktycznie od początku znajomości mnie kocha. Niezręczna sytuacja, bo przecież nie chcę go ranić, ale to tylko przyjaciel.. Wczoraj znów miał przez to doła.. Yh, nie lubię powodować w ludziach, tych bliskich, takich niedobrych emocji. Nie lubię ranić. On wie, że to nie ma sensu, te uczucie, ale co zrobić "miłość jest ślepa".. Może dość o wczorajszym wieczorze, bo psuje mi się humor.
   Dziś nie zdarzyło się nic fajnego. Trochę czasu spędziłam w szpitalu, trzeba było odebrać wypis mamy itd. papierkowe sprawy, później z nią do lekarza. Na szczęście wszystko ok, rana się goi, a wszystko łądnie się zrasta. Po wyjściu z gabinety było widać na jej twarzy ulgę. Mi też zrobiło się lżej na sercu, zwłaszcza, że znów płakała, znów się rozkleiła.. co tu ukrywać, ja też. Cieszę się, że lekarz podniósł ją na duchu. Ja i tata już nie potrafiliśmy..
Znów smęcę..
   Po powrocie z Lubonia odwiedziliśmy babcię. Jej też udzielało się negatywne myślenie mamy. Podobnie jak wczoraj wymęczyły mnie dzieciaki. Wera jest zajebista. Czasami myślę też , że chciałabym, nawet teraz, mieć córeczkę taką, jak ona. Zawsze uśmiechnięta na mój widok.. "Mała przylepa". <3
   Podejrzewam, że jutro także nie wydarzy się nic szczególnie ciekawego, ale wieczór się jeszcze nie skończył.
Nie mogę doczekać się czwartku. Sebuś chce do mnie przyjechać. Bardzo, bardzo się z tego cieszę. Mam nadzieję, że wszystko wyjdzie i będzie tak świetnie, jak się zapowiada. <3


niedziela, 26 grudnia 2010

26 grudnia 2010

Dzisiejszy dzień można określić jednym słowem: NUDA .!
Totalnie nie ma co robić.
   Godzinę temu [a może już dwie..nieważne] wróciłam od babci. Dzieciaki Honoraty, jak zawsze, dały mi nieźle w kość.. Najbardziej ucierpiały włosy, norma. Cóż i tak wątpię, żebym kiedykolwiek je obcięła. Są dla mnie zbyt, nie wiedzieć czemu, ważne. Wczoraj zmieniłam chwilowo ich kolor. Miały być czarne, a wyszły.. hmm granatowo-niebieskie. Nie są złe, wyglądają ciekawie, aczkolwiek za kilka dni po kolorze nie będzie już śladu. Nie wiem co mogłabym jeszcze napisać, więc może zmienię temat.
   Nienawidzę mojego życia. Nic się nie dzieje, brak kontaktu ze znajomymi... tegoroczne święta bardzo mi się dłużą, chociaż one nie były najgorsze. Dostałam to, co chciałam i już się tym nacieszyłam, a teraz siedzę i zastanawiam się co robić.. jak zabić tę cholerną nudę. Poszłabym na spacer, ale oczywiście rodzice nie pozwalają .."Nie widzisz, że jest już ciemno? A jak coś ci się stanie? Nie ma mowy!" Kocham to.. Przecież nie mam pięciu lat. Nie lubię takich tekstów, strasznie mnie denerwują. No, bo kto lubi, gdy mu się czegoś zabrania? Chciałabym być teraz gdzieś indziej, gdzieś daleko, żeby nikt nie mógł mi niczego zabronić lub kazać. Wiem, wiem. Nierealne. Zatem pozostają mi tylko beztroskie marzenia, które nie mają szans na spełnienie. Szkoda, bo niektórych bardzo pragnę..