poniedziałek, 27 grudnia 2010

27 grudnia 2010

   Ostatnie dni tego roku upływają mi raczej nieciekawie. Jedynie wieczorami coś się dzieje. Szkoda, że nie zawsze jest to miłe.. zbyt dużo kłótni i zawodów. Nie moich, ale to ja wiele osób zawodzę. Nie robię tego specjalnie, ale tak wychodzi. Na przykład taki Kuba - mój przyjaciel. Znamy się dość długo i praktycznie od początku znajomości mnie kocha. Niezręczna sytuacja, bo przecież nie chcę go ranić, ale to tylko przyjaciel.. Wczoraj znów miał przez to doła.. Yh, nie lubię powodować w ludziach, tych bliskich, takich niedobrych emocji. Nie lubię ranić. On wie, że to nie ma sensu, te uczucie, ale co zrobić "miłość jest ślepa".. Może dość o wczorajszym wieczorze, bo psuje mi się humor.
   Dziś nie zdarzyło się nic fajnego. Trochę czasu spędziłam w szpitalu, trzeba było odebrać wypis mamy itd. papierkowe sprawy, później z nią do lekarza. Na szczęście wszystko ok, rana się goi, a wszystko łądnie się zrasta. Po wyjściu z gabinety było widać na jej twarzy ulgę. Mi też zrobiło się lżej na sercu, zwłaszcza, że znów płakała, znów się rozkleiła.. co tu ukrywać, ja też. Cieszę się, że lekarz podniósł ją na duchu. Ja i tata już nie potrafiliśmy..
Znów smęcę..
   Po powrocie z Lubonia odwiedziliśmy babcię. Jej też udzielało się negatywne myślenie mamy. Podobnie jak wczoraj wymęczyły mnie dzieciaki. Wera jest zajebista. Czasami myślę też , że chciałabym, nawet teraz, mieć córeczkę taką, jak ona. Zawsze uśmiechnięta na mój widok.. "Mała przylepa". <3
   Podejrzewam, że jutro także nie wydarzy się nic szczególnie ciekawego, ale wieczór się jeszcze nie skończył.
Nie mogę doczekać się czwartku. Sebuś chce do mnie przyjechać. Bardzo, bardzo się z tego cieszę. Mam nadzieję, że wszystko wyjdzie i będzie tak świetnie, jak się zapowiada. <3


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz