poniedziałek, 28 maja 2012

27 maja 2012

    Witam. Mam nadzieję, że podoba się czytelnikom taka częstotliwość wpisów. Dziś piszę głównie dlatego, że pewna znajoma, kumpela, stwierdziła, iż lubi czytać te moje bzdury (nie ujęła tego w ten sposób :p). Kompletnie nie mam pomysłu na dzisiejsze tematy. Dopadła mnie teraz jakaś melancholia. Cóż..
    W tygodniu, a dokładniej we wtorek byłam w Berlinie. Maliński w poniedziałek po południu zadzwonił do mojej matki i ją namówił, żebym jechała. Do Frankfurtu jechaliśmy autem. Straszny był upał.. A stamtąd pociągiem do niemieckiej stolicy. Lubię to miasto, chociaż bardzo dużo się tam dzieje. Głównym celem był wykład Pastora Brauera, ale jeszcze przed nim zdążyliśmy pospacerować po okolicy i wypić kawę. Po występie Brauera, którego tematem były Oborniki i okolice, podczas II wojny światowej, mieliśmy trochę czasu na rozmowy i wspólne fotografie z innymi, niemieckimi i francuskimi gośćmi konferencji. Później wyruszyliśmy na Berlin.. Był już późny wieczór, około godziny 22/23. Stąd pomysł na nazwanie tego "Berlin in der Nacht - Berlin Nocą". Poszliśmy na pizzę, a później biegiem na dworzec, ale okazało się, że byliśmy minutę za późno.. Zatem mając godzinę do następnego postanowiliśmy zrobić sobie spacer. Wybraliśmy się na Alexander Platz i jeździliśmy metrem. Niby nic ciekawego, ale było fajnie. Wróciłam do domu około 5 nad ranem i spałam do prawie 13 po południu.. Jednak uważam, że warto było.
    W czwartek i piątek w szkole nic się szczególnego nie działo. W piątek około 18 poszłam z dziewczynami na "dwójkę", bo miałyśmy ze znajomymi pograć w siatkę. Rozegraliśmy kilka meczy i tak zleciały.. 4 godziny.. Cholernie bolą mnie ręce i mam wiele siniaków, opuchnięć, ale oj tam. ;] Wiem, że żyję..
    Jutro szkoła, więc uciekam..





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz