W tygodniu, a dokładniej we wtorek byłam w Berlinie. Maliński w poniedziałek po południu zadzwonił do mojej matki i ją namówił, żebym jechała. Do Frankfurtu jechaliśmy autem. Straszny był upał.. A stamtąd pociągiem do niemieckiej stolicy. Lubię to miasto, chociaż bardzo dużo się tam dzieje. Głównym celem był wykład Pastora Brauera, ale jeszcze przed nim zdążyliśmy pospacerować po okolicy i wypić kawę. Po występie Brauera, którego tematem były Oborniki i okolice, podczas II wojny światowej, mieliśmy trochę czasu na rozmowy i wspólne fotografie z innymi, niemieckimi i francuskimi gośćmi konferencji. Później wyruszyliśmy na Berlin.. Był już późny wieczór, około godziny 22/23. Stąd pomysł na nazwanie tego "Berlin in der Nacht - Berlin Nocą". Poszliśmy na pizzę, a później biegiem na dworzec, ale okazało się, że byliśmy minutę za późno.. Zatem mając godzinę do następnego postanowiliśmy zrobić sobie spacer. Wybraliśmy się na Alexander Platz i jeździliśmy metrem. Niby nic ciekawego, ale było fajnie. Wróciłam do domu około 5 nad ranem i spałam do prawie 13 po południu.. Jednak uważam, że warto było.
W czwartek i piątek w szkole nic się szczególnego nie działo. W piątek około 18 poszłam z dziewczynami na "dwójkę", bo miałyśmy ze znajomymi pograć w siatkę. Rozegraliśmy kilka meczy i tak zleciały.. 4 godziny.. Cholernie bolą mnie ręce i mam wiele siniaków, opuchnięć, ale oj tam. ;] Wiem, że żyję..
Jutro szkoła, więc uciekam..

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz