środa, 5 stycznia 2011

5 stycznia 2011

    Przepraszam, że przez ostatnie dni nie pisałam. Doskwierał mi brak czasu i snu. Może zacznę opowiadać od sylwestra. Ostatni dzień 2010 roku był okropnie nudny, przez co dość smutny i melancholijny. Byłam w domu, ale to szczegół, bo zazwyczaj nigdzie w ten dzień wyjść nie mogę.. Zostały mi tylko do wyboru: sylwerster z dwójką lub z polsatem albo mp3, net i muzyka. Oczywistym wyborem była opcja numer dwa. Jedyne, na co czekałam to fajerwerki.. uwielbiam je. W ten dzień, a zasadniczo noc, zdążyłam się jeszcze pokłócić z Sebą.. To totalnie przesądziło o złej ocenie tego dnia.
    Nowy Rok. Byłam nadal smutna po kłótni, ale wizyta u Wery poprawiła mi trochę humor. Kocham to maleństwo. Ona mnie chyba też. Spędziłam z nią prawie pół dnia, więc później nie byłam w aż tak złym nastroju. Wieczorem nareszcie odezwał się Seba, przeprosił mnie i w ogóle wszystko wróciło do normy.
   Kilka następnych dni, aż do dzisiejszego, były do siebie podobne. Zaczęła się szkoła - powrót do rzeczywistości. Wystawianie ocen semestralnych itd. Na mnie to wrażenia nie robi, ale moja przyjaciółka mogłaby wziąć się w końcu w garść i zacząć uczyć..
    Jutro mam urodziny..



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz